Obserwatorzy

wtorek, 12 lipca 2016

Dr. Hauschka

Dr. Hauschka brzmi japońsko, choć jest kosmetykiem niemieckim. W oparciu  o naturalne substancje firma stworzyła całą gamę kosmetyków. W blogosferze spotkałam się z bardzo pozytywnymi opiniami, więc jak tylko miałam okazję wypróbować chociaż jeden kosmetyk, byłam bardzo podekscytowana. Tusz do rzęs otrzymałam w prezencie od przyjaciół, którzy wyraźnie dbają o to bym dobrze wyglądała ;) Sprawdźmy więc jakie wrażenie wywarł na mnie tusz do rzęs Volume Mascara.


 

Pogrubiający tusz do rzęs 01 czarny 10 ml 

Pielęgnuje okolice oczu
Tusz (Volume Maskara) zwiększa objętość rzęs, nadając im uwodzicielski odcień czerni. Kompozycja z wosku pszczelego, różanego i wosku candelilla oraz jedwabiu otula warstwą ochronną każdą rzęsę z osobna. Cenne wyciągi z czarnej herbaty, neem i świetlika pielęgnują delikatną okolicę oczu. Przebadane okulistycznie preparaty poleca się również osobom noszącym soczewki kontaktowe.

Wskazówka: aby rzęsy stały się jeszcze bardziej uwodzicielskie, po wyschnięciu nanieś tusz drugi raz.
Dostępne opakowania: aplikator 10 ml.


Skład: Water (Aqua), Pyrus Cydonia Seed Extract, Alcohol, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Sorbitol, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Acacia Senegal Gum, Cetearyl Alcohol, Beeswax (Cera Alba), Camellia Sinensis Leaf Extract, Melia Azadirachta Leaf Extract, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Lysolecithin, Euphrasia Officinalis Extract, Silk (Serica) Powder, Hydrogenated Jojoba Oil, Hectorite, Rosa Damascena Flower Wax, Rosa Damascena Flower Oil, Fragrance (Parfum), Citronellol*, Geraniol*, Linalool*, Silica, Iron Oxides (CI 77499), Titanium Dioxide (CI 77891), Ultramarines (CI 77007).
*składnik naturalnego olejku eterycznego


CENA: 60-67zł




MOJA OPINIA
Zacznę od tego, że maskara ma klasyczną szczoteczkę, którą każda z nas potrafi operować. Opakowanie szczelnie się zamyka zapobiegając wysychaniu tuszu. Sam design przypomina mi tusze MaxFactor, połączenie klasycznej czerni ze złotem - w moim odczuciu jest to 'strzał w dziesiątkę'. Analizując skład tuszu byłam pod wrażeniem. Tusz jest na bazie wosków i olejków, a taki skład się docenia, bo kosmetyk nie tylko nas upiększa, ale i pielęgnuje nasze rzęsy dzięki czemu mniej ich wypada.
Jeśli chodzi o efekt, to przyznam się szczerze, że zostałam ponownie mile zaskoczona. Już po jednej aplikacji otrzymujemy wydłużone, czarniejsze rzęsy bez żadnych grudek i obsypującego się wokół oczu tuszu. Maskara daje piękny, naturalny efekt długich i zdrowych rzęs. Jeśli chcemy jeszcze bardziej je wydłużyć, wystarczy chwilę odczekać i powtórzyć aplikację. Wiem, że wiele kobiet uwielbia efekt sztucznych rzęs, którego maskara od Dr.Hauschka nie zapewni, ale także wiem, że równie dużo kobiet ceni sobie naturalny wygląd i tutaj właśnie Dr.Hauschka was zachwyci. Podsumowując, jestem bardzo mile zaskoczona tuszem do rzęs i z największą przyjemnością będę do niego wracać!


A Wy znacie już Dr.Hauschka?

czwartek, 7 lipca 2016

moje 10 błogosławionych tygodni

Właśnie wkroczyłam w 11 tydzień ciąży. Moja fasolka ma już 10 tygodni. To jest moja 4 ciąża, a czeka mnie drugi w życiu poród. I choć jeszcze daleka przede mną droga, to mam nadzieję, że Bóg pobłogosławi mnie i pozwoli dotrwać do tej chwili, która jest przecież jedną z najpiękniejszych w życiu.
Dzisiaj chciałabym opisać Wam moje dziesięcio-tygodniowe odczucia i oczekiwania ;)

http://kobietanaj.pl/15148,Czasami_gdy_cz%C5%82owiek_traci_nadziej%C4%99&c=fb


PRACA
Od babć, ciotek, sąsiadek itd. zawsze słyszałam, że ciąża to nie choroba. One pracowały do samego porodu, a nawet prosto z pracy jechały na porodówkę i rodziły zdrowe, silne dzieci. Myślałam sobie... wow ja też tak zrobię! Mam pracę, którą bardzo lubię, dlaczego miałabym z niej rezygnować?
Los jednak spłatał mi figla... Kiedy już myśleliśmy, że najgorsze jest za nami, bo zażegnaliśmy 'godzinę zero' (czas naszych poronień) pojawiła się niemiła niespodzianka. W poniedziałkowy poranek, wstałam jak zawsze o godz. 5.10 do pracy, poszłam do toalety i zobaczyłam mnóstwo krwi. W głowie miałam jedną myśl, tę najgorszą... zachowując zimną krew, spakowałam się do szpitala, napisałam smsa do mojego kierownika i pojechałam na SOR. Przyjęto mnie bez kolejki, zbadano i usłyszałam wtedy magiczne słowa: PŁÓD ŻYJE. Popłakałam się ze szczęścia. Jednak diagnoza była jednoznaczna: ciążą wysokiego ryzyka. 4 dni leżenia w szpitalu, a potem już reżim domowy... Takim oto sposobem znalazłam się w 'złotej, domowej klatce'. Oczywiście najważniejsze jest dziecko i jeśli tak trzeba, to nie ma innego wyjścia. No cóż... pomyślałam sobie...' chciałam, ale plany chyba są po to by się psuły..'


MDŁOŚCI
Przez ostatnie 3 tygodnie nawiedzają mnie paskudne mdłości, rano, wieczorem, w ciągu dnia... ciągle! Czasami wymiotuję, co przynosi ulgę na kilka godzin, ale zdarza się to raz na 2-3 dni. Nie mogę znieść żadnego zapachu, a na widok mięsa wszystko stoi mi w gardle. Tylko co zrobić kiedy mąż jest w pracy, a Junior jest głodny i chce coś zjeść? Oczywiście mam ochotę wysłać go do sąsiadki, ale nie mogę ;) więc wstaję, nakładam maskę, którą kupiliśmy Juniorowi do nurkowania i wkraczam na teren kuchni. Otwieram okno na oścież i 'pichcę'. Najczęściej są to proste i szybkie potrawy. Obiady na szczęście gotuje mój mąż, bo nie zniosłabym żadnych zapachów ani widoków. Tak na prawdę, to nawet programów kulinarnych nie mogę oglądać, a jak na FB wrzucane są fotki mięsnych posiłków, to szybko je przewijam. Na mdłości polecany jest IMBIR, tylko co zrobić jeśli na samą myśl o nim mam 'ciągotki'?


ZAPACHY
 Perfumy wszelkiego rodzaju z wiadomych przyczyn odpadają już na wstępie. Jedyne co toleruję to antyperspiranty i to w niewielkich ilościach, a najlepiej już troszkę 'wywietrzone'. Najprościej chyba byłoby mi wymienić co wg. mnie 'nie śmierdzi'. Wszystko ma duszący zapach i przyprawia mnie o mdłości. Ostatnio kąpałam Juniora, umyłam mu głowę jego żelem dla dzieci, po czym osuszyłam ręce i poszłam do swojej 'złotej klatki'. Leżałam i zastanawiałam się CO TAK ŚMIERDZI? Nie uwierzycie... to były moje dłonie po umyciu żelem dla dzieci Palmolive. Pamiętam ten zapach jeszcze sprzed ciąży, był na prawdę ładny i delikatny. 
Wyobrażacie sobie dzień bez mycia zębów? Ja przez ostatnie 1,5 tygodnia myję zęby tylko wieczorem i to tuż przed snem, bo mam tak silną awersję na pastę do zębów, że nawet wolę o tym nie myśleć. Za to już myślę o mojej próchnicy, która na pewno nie pozwoli o sobie zapomnieć...


 SAMOPOCZUCIE
Kiedyś czytałam wywiad z Kim Kardashian, która twierdziła, że ciąża to najgorsze doświadczenie w jej życiu. Nie rozumiałam tego, dziwiło mnie to i trochę nawet oburzało, bo jak okres dawania nowego życia może być uznawany jako najgorszy? Moja ciąża z Juniorem przebiegała książkowo, zero mdłości, kilka razy wymioty i to byłoby na tyle. Zero dokuczliwych dolegliwości. Tym razem jest inaczej i wiecie co... coraz mniej dziwią mnie słowa Kim Kardashian :) Jeszcze kolejne 10 tygodni i będę je cytowała :D
 Szalejące hormony dają się we znaki nie tylko dla mnie. Mój mąż skazany jest na ciągłe słuchanie narzekań, ale znosi to wspaniale. Spełnia każdą moją zachciankę... ostatnio ok godz. 19.00 nagle zachciało mi się pizzy, ale musiała być z wybranej pizzerii i tylko margaritta. Biedak poleciał 'na złamanie karku', zamówił i przyniósł gorącą, pyszną pizzę, której pożarłam aż połowę po czym nakrzyczałam na niego, że nie powinien był jej kupować, bo teraz mam okropne mdłości :)


OCZEKIWANIA
Żadna z nas nie zakłada i nawet się nie spodziewa, że jej ciąża będzie przebiegała z komplikacjami. Wyobrażamy siebie z pełnym brzuszkiem, uśmiechnięte, objadające się do woli słodyczami i szczęśliwe, bo przecież ciąża to jeden z najpiękniejszych okresów w życiu kobiety... Tylko rzeczywistość nas w większości przygniata. Wraz z brzuszkiem pojawiają się pełne boczki i rozstępy, a na twarzy częściej gości kwaśna mina, która mówi 'zaraz się porzygam' niżeli uśmiech. Objadamy się słodyczami, owszem, a potem oglądamy w lustrze i zastanawiamy gdzie i kiedy to zrzucimy. Kwestia szczęśliwego oczekiwania coraz częściej stoi pod znakiem zapytania i lęku. 
Pocieszę Was pisząc, że nie każda kobieta jest rozczarowana rzeczywistością tego fantastycznego okresu. Są kobiety, które czują się fenomenalnie, tak jak ja w pierwszej ciąży i nie pozostaje nam nic innego jak wierzyć, że będziemy tymi 'wybranymi'. Moje pierwsze 10tygodni aktualnej ciąży niestety dyskwalifikuje mnie, ale Wy jeszcze macie szansę ;)

poniedziałek, 4 lipca 2016

Junior testerem

Mój Junior ma już 10 lat. Często zastanawiam się kiedy to zleciało...? 10 lat? Niemożliwe... Mam wrażenie jakby minęło dopiero 3 lata, a on już jest samodzielny, ma swoje zdanie, które często wyraża :) i ma swoje zainteresowania. Ostatnio zdarzyło mi się wejść do pokoju i zobaczyć, że Junior ogląda TELEEXPRESS. Wyobrażacie sobie dziecko oglądające wiadomości? Mówię więc do Juniora 'przełącz sobie na bajkę', a on mi odpowiada '...ale mamo mnie to interesuje...'
Dumna jestem ze swojego 'ciekawskiego syna' i zawsze staram się wspierać go w rozwijaniu zainteresowań. Aktualnie 'na tapecie' Juniora znajdują się słynne budowle - im wyższa tym lepsza. Na portalu Banggood, znalazł sobie puzzle BURJ AL ARAB, które oczywiście musiałam zamówić ;)


 
 Educational Colourful Carboard Jigsaw Model 3D Puzzle Burj Al Arab DIY Toy Kids Gifts 17 pcs No Glue
Feature:

1.Great educational toys to train and also for great fun.
2.It's absolutely a great gift for your friends.
3.It's easy to assemble.No Scissors required and no glue required.
4.It's a great decoration for your table,bookshelf and so on
5.Not suitable for the children under 3 years old.

Note: Please take the sheet out carefully to avoid any damage.

Specification:

1.Material:Paper & EPS foam core
2.Size:13x12.3x21.5cm(approx)
3.Package Size:16x22x2cm(approx)




NASZA OPINIA
 Zamawiając te oto puzzle 3D nie spodziewałam się 'cudów', tym bardziej, że w opisie jest informacja, że puzzle są wykonane z kartonu. Mimo wszystko postanowiliśmy złożyć zamówienie i zaryzykować te 11zł ;) Ryzyko się opłaciło, bo puzzle okazały się WARTE UWAGI. Prosta instrukcja, intensywne kolory, materiał to połączenie kartonu z gąbką dzięki czemu puzzle świetnie się składają i łączą w całość. Nie wymagają użycia kleju, elementy są duże, śmiało mogą układać je dzieci od 5 roku życia. Ciekawe i edukacyjne, a do tego w niskiej cenie, która zawiera już przesyłkę! Junior był zachwycony, więc zakup uważam za udany. Jest to także idealny pomysł na upominek! Frajda dla dziecka i wyzwanie dla rodzica ;)

A Wy lubicie układać puzzle 3D ze swoimi pociechami? Jeśli tak, to na portalu Banggood znajdziecie ich więcej i to w okazyjnych cenach! Oczywiście są tam nie tylko puzzle,bo o wiele więcej ciekawych i kuszących propozycji... Polecam!

piątek, 1 lipca 2016

czas na denko...

Przybywam dzisiaj do Was z moimi ostatnimi zużyciami. Tak, wiem obijam się ostatnio i zużywam coraz mniej kosmetyków, ale mam nadzieję, że niedługo się to zmieni ;)


1. NIVEA DOUBLE EFFECT

Wciąż obiecuję sobie, że nie będę go kupować, bo jest za krótkotrwały, ale co zrobić kiedy uwielbiam ten zapach? W każdym razie, producent obiecuje 48h ochrony, a ja nie mogę powiedzieć, że chroni mnie 12h! Działa tak do 6 godzin - cóż... krótko, za krótko!

Cena: ok. 12zł

Czy kupię ponownie? Nie.



2. REXONA ALOE VERA

Rexona w różnych wariantach zapachowych pokazuje się w moich denkach. To wszystko dzięki jej trwałości. Jest niezawodna przez 12h. Zapach Aloe Vera jest bardzo przyjemny, a dostępność bardzo dobra.

CENA: ok. 10zł

Czy kupię ponownie? Tak.




3. NIVEA FRESH NATURAL

Niestety to ta sama historia co z 1. Piękny zapach, ale mało skuteczny antyperspirant. I co z takim fantem zrobić? Pewnie już nie kupię...

CENA: ok. 12zł

Czy kupię ponownie? Nie.



4. DOVE MEN CARE BODY WASH.

Bardzo ładny zapach żelu sprawił, że mąż zdecydował się go kupić. Ja również polubiłam tę woń, pomimo 'odmiennego stanu' i ogromnej wrażliwości na zapachy. Zapach określam jako delikatny, ale trwały. Opakowanie ma poręczne w użytkowaniu i miłe dla oka. Warty uwagi.

CENA: ok. 10zł

Czy kupimy ponownie? Tak.



5. NIVEA MEN PURE IMPACT

Ten żel pod prysznic ma również ładny, delikatny zapach. Ma także dużą pojemność i okazyjną cenę. Opakowanie cieszy oko i jest wygodne w użyciu. Ogólnie rzecz ujmując: polecam.

CENA: 8,99zł

Czy kupimy ponownie? Tak.



6. BATISTE CHERRY

Batiste to mój ulubieniec, więc również pojawia się w denkach regularnie. Oczywiście nie trzeba go przedstawiać gdyż króluje wśród suchych szamponów od dawna. Recenzję znajdziecie tutaj -->BATISTE

CENA: 15zł

Czy kupię ponownie? Oczywiście!



7. KALLOS MILK

Odżywki/maski do włosów firmy Kallos królują na blogach już od pewnego czasu. Ja odkąd kupiłam pierwszą wersję KERATIN, nie sięgnęłam po żadną inną odżywkę do włosów. Kupuję tylko Kallos w różnych wariantach i jestem zachwycona. Recenzję znajdziecie tutaj --> KERATIN

CENA: 9-13zł

Czy kupię ponownie? Tak.



8. BEBEAUTY RÓŻA I MLECZKO KOKOSOWE

Ten płyn do kąpieli bardzo mile mnie zaskoczył. BeBeuty rzeczywiście stworzyło świetny kosmetyk za niecałe 6zł! Duża butelka o pojemności 1,5 L wystarcza u nas na prawie 3 tygodnie użytkowania. Zapach jest piękny. Szczerze polecam.

CENA: 5,99zł

Czy kupię ponownie? Oczywiście!





9. DERMEDIC HYDRAIN HIALURO

Każdy kto czyta mojego bloga od jakiegoś czasu wie, że jestem fanką Dermedic. Krem HYDRAIN HIALURO o żelowej konsystencji również mnie zachwycił. Wspaniały dla cery tłustej, mieszanej na lato! Optymalne nawilżenie, które wchłania się natychmiastowo. Recenzję znajdziecie tutaj -->HYDRAIN HIALURO

CENA: 38zł

Czy kupię ponownie? Tak.





10. DAR PIĘKNA KREM DO TWARZY, KOSMETYKI DLA

Krem ma świetne opakowanie, bardzo higieniczne i poręczne. Jest dosyć ciężki w swojej konsystencji, ale dzięki czemu bardzo wydajny. Myślę, że idealnie sprawdza się zimą, kiedy to nasza skóra jest przesuszona. Recenzja tutaj --> DAR PIĘKNA

CENA: 28zł

Czy kupię ponownie? Raczej tak.




11. AFFINITONE MINERAL, MAYBELLINE

Jest to mineralny fluid dostępny nawet w Biedronce za ok. 17zł. Osobiście uwielbiam lekki fluid Affinitone, ale w wersji w tubce. Niestety powyższa wersja w buteleczce, choć ma większą pojemność, to nie dawała delikatnego efektu matu jaki miałam przy tubkowej wersji. Innymi słowy... wróciłam do tubek ;)

CENA: ok. 20zł

Czy kupię ponownie? Nie.





12. GOLDEN ROSE VELVET MATTE

To są moje ulubione pomadki od Golden Rose! Świetne kolory w rewelacyjnej cenie. Recenzje znajdziecie tutaj -->MATOWA POMADKA GR

CENA: 12zł

Czy kupię ponownie? Oczywiście.






13. ADOS NAIL ART.

Lakier do paznokci, do wykonywania wzorków. Niewiele go zużyłam, ale za każdym razem kiedy go używałam to byłam zadowolona z jego jakości. Cena jest zaskakująco niska, więc warto wypróbować jeśli lubicie eksperymentować z wzorami na paznokciach :)

CENA: 4zł

Czy kupię ponownie? Raczej tak...




14. DOVE BEATY CREAM WASH

Uzupełnienie mydła do rąk Dove. Uwielbiam te mydło za zapach, choć jakościowo niewiele odbiega od innych, natomiast cena jest stosunkowo wysoka. Mimo to od czasu do czasu lubię kupić te mydełko by nacieszyć się jego delikatnym zapachem.

CENA: 7,99zł

Czy kupię ponownie? Tak.



Tak prezentują się moje ostatnie zużycia. A jak u Was spisało się Denko?

piątek, 24 czerwca 2016

biżuteryjny blask

Dzisiaj przybywam do Was z recenzją biżuterii, którą zamówiłam na portalu Banggood. Przyznam się szczerze, że lubię sztuczną biżuterię głownie za to, że jest niedroga i dzięki temu możemy ją często zmieniać ;)

http://www.banggood.com/Rhinestone-Bubble-Statement-Bib-Choker-Necklace-Women-Jewelry-p-942276.html?utm_source=sns&utm_medium=redid&utm_campaign=zareklamowane-przereklamowaneR&utm_content=chelsea

Naszyjnik dostępny w 5 różnych kolorach.

CENA ZAWIERA PRZESYŁKĘ

DO KUPIENIA TUTAJ -->http://www.banggood.com<--

MOJA OPINIA
Na przesyłkę z Chin czekałam 2 tygodnie. Biorąc pod uwagę, że przesyłka była w cenie towaru, uważam, że to niezły wynik. Tuż od zakupu na bieżąco byłam informowana mailowo o stanie wysyłki, co pozwalało mi na monitorowanie zamówionego towaru. Jakość tego produktu również mnie zaskoczyła. Spodziewałam się, że naszyjnik będzie tandetny w swoim wykonaniu, ale kiedy otworzyłam kopertę, okazało się, że wygląda i prezentuje się świetnie. Jest idealnym dodatkiem do koszul w różnych kolorach jak i sweterków czy bluzek. Kształt i wielkość uważam za optymalną, a sam design budzi ciekawość. Jestem bardzo zadowolona z zamówionego naszyjnika i Wam śmiało polecam!


niedziela, 19 czerwca 2016

zmiany

Witajcie. Wiem, że przez ostatnie 2 tygodnie nie pojawiały się wpisy na blogu... Wszystko to spowodowane jest niespodziewanymi zmianami w naszym życiu...

Nie ukrywam, że moje traumatyczne przeżycia związane ze stratą ciąż odcisnęły głębokie piętno na mojej psychice. Szczególnie bolesnym zdarzeniem był dla mnie pierwszy raz kiedy straciłam swoje dziecko w 6 tygodniu ciąży. Niedawno również doznałam straty, także w 6 tygodniu ciąży. Jednak druga strata nie bolała tak bardzo... ponieważ 4 tygodnie później okazało się, że NIESPODZIEWANIE JESTEM W KOLEJNEJ CIĄŻY. Kiedy powoli już zaczynało do mnie docierać, że znowu poroniłam, Bóg dał nam kolejną szansę...

Tuż po poronieniu uciekłam w wir pracy, pomagało do chwili kiedy przychodził weekend. Wychodziliśmy wtedy na spacery, potrafiłam siedzieć pod parasolem  w lokalnej kawiarence i płakać. Widok kobiet ciężarnych osaczał mnie jak bluszcz tylko po to by zadać ból w samo serce. Mąż również nie mógł patrzeć na wystające brzuszki uśmiechniętych kobiet. Postanowiliśmy zrobić wnikliwe badania, zapisaliśmy się do specjalisty, który pracuje w klinice zajmującej się trudnymi przypadkami zajścia w ciążę jak i kwestią poronień. Na prywatną wizytę czekaliśmy miesiąc, ale dało nam to nadzieję...

W zależności od rodzaju poronienia, czy doszło do samoistnego poronienia (macica sama się oczyszcza) czy był to zabieg łyżeczkowania, spodziewamy się kolejnej menstruacji po 4tyg (od samoistnego), a po zabiegu ok 6tyg od poronienia. Podczas mojego pierwszego poronienia, serce płodu przestało bić, musiałam mieć zabieg łyżeczkowania macicy. Za drugim razem, serce biło do samego końca, ale macica sama usunęła zarodek doprowadzając do krwawienia.
4 tygodnie od poronienia czekałam na menstruację, miałam bóle takie 'jak na okres', ale one ustępowały zamiast się nasilać. Mąż wtedy ironiczne zapytał:
"I co? Może jesteś w ciąży?"
Aby wykluczyć tę możliwość pojechał do apteki po test. Zrobiłam test, który okazał się pozytywny. Na tę chwilę żadne z nas się nie cieszyło, nie było euforii jak ostatnio... padł na nas blady strach. Przecież nie wiedzieliśmy co jest powodem naszych strat, a byłam już w kolejnej ciąży... Przepłakałam 2 dni, pełna obaw, że znowu się nie uda, bo przecież nie mamy czasu na szukanie przyczyn! Ja już teraz potrzebuję lekarstw! Wizyta u ginekologa zajmującego się trudnymi przypadkami za tydzień, a za dwa tygodnie 'godzina zero', czyli termin naszych poronień.
W tamtym momencie, wiedziałam, że muszę szukać pomocy na własną rękę. Przeszukałam internet, przeczytałam masę wpisów na forach i postanowiłam, że muszę brać leki na rozrzedzenie krwi! Suplement ACARD oraz kwas foliowy 5mg na receptę -tylko skąd wezmę receptę. Obdzwoniłam znajomych i udało mi się znaleźć prywatną aptekę, gdzie kupiłam Kwas foliowy 5mg bez recepty.
Z jednej strony mój rozsądek podpowiadał mi, że nie wolno mi 'leczyć się na własną rękę', ale z drugiej strony strach przed utratą kolejnego dziecka mówił mi, że jeśli nie zrobię czegoś to i tak je utracę... Zaczęłam przyjmować leki, które trochę mnie uspokajały psychicznie, ale mąż patrzył na to wszystko i nie był przekonany, że dobrze robię, bo przecież każdy lek powinien być konsultowany z lekarzem.
Minęło 5 dni kiedy po raz kolejny, razem z mężem patrzyliśmy na siebie z przerażeniem. Ukąsił mnie kleszcz w drodze z samochodowego parkingu do domu. Obłędem było to, że nigdy wcześniej mnie to nie spotkało - jak żyję 31 lat, nie ugryzł mnie żaden kleszcz! Ogarnął nas dodatkowy lęk podczas gdy strach przed poronieniem naszego kolejnego dziecka nie opuszczał nas nawet na chwilę... Myśli o boreliozie spędzały nam sen z powiek, nie mogliśmy spać z przerażenia.
 Na długo wyczekiwanej wizycie u ginekologa, dowiedzieliśmy się, że musimy zrobić szereg badać w trybie natychmiastowym. Lekarz zlecił nam badania i zatwierdził przyjmowane przeze mnie leki, co także uspokoiło nas. W trybie pilnym zrobiłam badania, po czym wyniki okazały się jednoznaczne: tarczyca, endokrynolog i leki! 5 dni przed 'godziną zero' udało mi się wybłagać o wizytę u endokrynologa, który zdiagnozował u mnie chorobę HASHIMOTO. Dostałam leki na niedoczynność tarczycy po czym udałam się do ginekologa z całą teczką badań i uszczuplonym portfelem. Kolejna wizyta u ginekologa była dokładnie w 'godzinę zero', czyli 6 tydzień i 4 dzień ciąży. To był dzień, w którym po raz pierwszy się uśmiechaliśmy... Lekarz zbadał płód i powiedział, że rozwija się świetnie. Dźwięk bijącego serduszka sprawił, że napłynęły mi do oczu łzy...



Dodatkowo lekarz zapytał mnie:
"Co za mądra głowa powiedziała Pani aby zażywać ACARD?"
 Poczułam wtedy ulgę... To instynkt matki działa cuda! Tak i ja 'obsesyjnie' sięgnęłam po lek polecany 'zawałowcom', a mój mąż nawet tego nie zakwestionował. Tylko by spróbował! 'Pożarłabym' go wzrokiem, bo to było moje jedyne wyjście, mój jedyny ratunek...
W konsekwencji, lekarz podejrzewa u mnie zespół antyfosfolipidowy, który jest bardzo niebezpieczny dla rozwijającego się płodu gdyż wpływa na nadmierną krzepliwość krwi. I to ACARD najprawdopodobniej wspomaga mnie w tej nierównej walce. Na wyniki dotyczące tej choroby muszę czekać jeszcze tydzień. 
Dzisiaj strach nas nie opuszcza, ale wiemy co mi dolega, wiemy, że zrobiliśmy wszystko by zapobiec kolejnemu nieszczęściu. Dziś nasza fasolka ma 7 tygodni i 3 dni - zaczęliśmy 8 tydzień ciąży... i modlę się o kolejne, wspólne 7 miesięcy...

piątek, 3 czerwca 2016

ulubienieńcy

Wszyscy Ci, którzy czytają mojego bloga przynajmniej od pewnego czasu, wiedzą jakie 'achy i ochy' padają pod recenzjami kosmetyków marki Lily Lolo. Nigdy nie ukrywałam, że jest to jeden z niewielu moich ulubieńców. Przyznam się szczerze, że prowadzę bloga i jestem obecna w blogosferze już 5 lat i nigdy nie natrafiłam na negatywną opinię nt. kosmetyków tej właśnie marki. To daje do myślenia, nieprawdaż?
Dzisiaj ponownie uraczę Was recenzją Lily Lolo, a będzie to duet idealny: pędzel + róż do policzków.


 Satynowy Różowy Róż Mineralny

Ooh La La

  • Zachwycający, różowy róż do policzków, dający satynowe wykończenie. Nakładaj go na tzw. „jabłuszka” policzków, by uzyskać efekt zdrowych, naturalnych rumieńców. Ten niezwykle dziewczęcy odcień różu odejmie lat i doda uroku.

    • nie zawiera drażniących substancji chemicznych, nanocząsteczek, parabenów, tlenochlorku bizmutu, talku, sztucznych barwinków, syntetycznych substancji zapachowych i konserwantów
    • naturalny i delikatny
    • lekka i jedwabiście gładka konsystencja
    • daje subtelne wykończenie; bardziej intensywny efekt można uzyskać nakładając kilka warstw
    • 100% naturalny
     
  •  
  • CENA: 51,20zł







 Pędzel Do Różu Mineralnego

Blush Brush


  • Delikatne, gęste włosie oraz kształt pędzla zostały zaprojektowane z myślą o nakładaniu różu mineralnego. Uzyskanie naturalnego rumieńca jeszcze nigdy nie było tak łatwe.

    • intensywność różu można stopniować nakładając odpowiednią ilość warstw
    • całkowita długość pędzla w przybliżeniu 185mm
    • odpowiedni dla wegan
    • wysyp odrobinę różu na spodeczek/pokrywkę, wmasuj proszek w pędzel i następnie strzep nadmiar produktu (dzięki temu kosmetyk nie będzie się pylił). Omieć „jabłuszka” policzków, następnie okrężnym ruchem starannie rozetrzyj róż, by w ten sposób uzyskać naturalny efekt i mieć pewność, że kosmetyk został nałożony równomiernie.
     
     
  • CENA: 48,50zł
  •  
  • DO KUPIENIA TUTAJ -->http://www.costasy.pl<-- 


MOJA OPINIA:
Róż do policzków i solidny pędzel to podstawa kosmetyczna! Nie ma co ukrywać, że jeśli jesteśmy w posiadaniu dobrego pędzla i dobrego różu, makijaż 'robi się sam'. Nie musimy rozcierać i przecierać różu, on po prostu rozprowadza się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Pędzel od Lily Lolo jest po prostu do tego idealny. Posiadam także pędzel KABUKI od Lily Lolo i oba sprawdzają się u mnie fantastycznie. Po pierwsze, równomiernie rozprowadza róż i świetnie go rozciera na policzkach. Jest także milutki w dotyku i ma wygodną, solidną rączkę. Bardzo łatwo się czyści i nie gubi włosków. Innymi słowy... fenomenalny!
Jeśli chodzi o róż do policzków Lily Lolo w kolorze 'Ooh lala' bo ten kolor właśnie posiadam, daje on bardzo ładny, satynowy efekt młodzieńczego rumieńca. Choć jeśli chciałybyśmy spotęgować kolor, nie będzie on wyglądał sztucznie. Jego trwałość jest na wysokim poziomie -używam go do pracy, więc na moich policzkach trzyma się 12h! Dodam także, że jest bardzo wydajny i łatwy w aplikacji. Posiada higieniczny pojemnik, który przykuje oko nie jednej z nas ;) No i oczywiście tworzy wspaniały duet z moim pędzlem!
Reasumując, jestem kolejny raz zachwycona kosmetykami LILY LOLO, po prostu je uwielbiam i pewnie nigdy nie przestanę ;)


 
 

Jeśli ciekawią Was inne kosmetyki firmy Lily Lolo, zapraszam Was do moich poprzednich recenzji: